Dramat na Broad Peak

Od euforii do rozpaczy. Jeszcze we wtorek, wszyscy w Polsce zasypani zostali informacją o pierwszym zimowym wejściu na ośmiotysięcznik Broad Peak. Sukces wspaniały potwierdzający, że Polacy mają niespotykane nigdzie indziej predyspozycje do zimowych wejść. W ubiegłym roku zdobyliśmy przecież Gasherbum 1.

Niestety już w środę zaczęły docierać dramatyczne relacje, że tylko dwójka z atakującej czwórki wspinaczy zdołała bezpiecznie zejść, a dwóch wspinaczy uznano za zaginionych. Po raz kolejny okazuję się, że szczyt zdobywa się w bazie.

Przypomina mi się sytuacja z ubiegłego roku, z ataku na szczyt G 1, kiedy to międzynarodowa wyprawa była wyżej od Polaków (Adam Bielecki i Janusz Gołąb), miała większe szanse na zdobycie szczytu i … słuch o nich zaginął. Polacy weszli i bezpiecznie zeszli, a wyprawa międzynarodowa nie wróciła do dziś.

Życie bywa okrutne, widzimy jak to się może wszystko zmienić w ciągu dwóch dni. Czekamy, nadal czekamy, śledzimy wpisy na FB i mamy nadzieję, że skończy się dobrze. Rozum podpowiada, że nie ma szans, a serce mówi, że może będzie cud. Trzymajmy się tej myśli, tej nitki, choćby była cienka do granic.

Góry nie wybaczają, ale może tym razem, może